Defragmentacja, czyli jak dawniej łączyłem przyjemne z pożytecznym

Norton Utilities 3
Wiosna już od kilku dni (choć zimy w zasadzie nie udało mi się zauważyć), więc nastał zwyczajowy czas porządków i taki jest główny temat miesiąca, i do tego tematu postaram się dostosować.

Mój Mac Magazyn

Artykuł pierwotnie opublikowany w drugim numerze Mój Mac Magazyn do czytania którego gorąco zachęcam.



Moją przygodę z Macintoshami (tak kiedyś dumnie nazywały się komputery Apple) zacząłem jako zaciekły amigowiec w 1992 roku. Maki znałem z paru artykułów w „Bajtku” (miesięcznik o tematyce komputerowej wydawany od 1985 do 1996 roku) oraz z opisów kolegi, który pracował w firmie, gdzie Maców używano. Do tej firmy przyjąłem się właśnie w 1992 roku skuszony jego opowieściami o tych „przedziwnych” komputerach.

Moim zadaniem było początkowo „składanie” za pomocą programu Aldus [!] FreeHand 3.x pieczątek i potem wizytówek (to były pionierskie czasy DTP w Polsce). Po pewnym czasie, gdy lokalna sieć komputerowa AppleTalk w wersji LocalTalk, napędy SyQuest oraz wypluwane, po przeciągnięciu ich ikony do śmietnika, przez Maki dyskietki przestały robić na mnie piorunujące wrażenie, zostałem wtajemniczony w rytuał „defragmentacji”.

Pojęcie defragmentacji jeszcze kilka lat temu było ogólnie znane, lecz w czasach powszechnego stosowania dysków SSD i zaawansowanych systemów operacyjnych temat może być zapomniany. Na wszelki wypadek pobieżnie przypomnę, o co chodzi.

Zdecydowana większość operacji na pamięciach masowych (dyski i inne urządzenia do przechowywania informacji) to w uproszczeniu zapis i odczyt plików realizowany przez system operacyjny. W dyskach mechanicznych (typowych „dyskach twardych”, HDD) dobrze jest, gdy plik ułożony jest fizycznie na nośnikach w sposób umożliwiający jego odczytanie „ciurkiem”. Ze względu na budowę nośników nie zawsze chodzi o zapis „jeden za drugim”, ale o optymalny dla danej konstrukcji. Jeżeli dysk jest czysty, to zapis pliku „ciurkiem” przebiega bez dodatkowych wysiłków. Niestety po jakimś czasie, gdy pliki są zapisywane i kasowane, powstają na dysku wolne miejsca. W momencie gdy zapisywany jest kolejny plik, „starsze” systemy zapisują go w pierwsze napotkane wolne miejsca, co może spowodować jego „poszatkowanie”. Odczyt tak poszatkowanego (rozrzuconego w różne obszary na dysku) pliku będzie wolniejszy niż odczyt pliku ułożonego „ciurkiem”.

Współczesne systemy operacyjne mają zaimplementowane techniki konsolidujące wolne miejsce i niedoprowadzające do powstania zbytniej fragmentacji, a dyskom SSD fragmentacja jest praktycznie obojętna. Jednak dawniej sytuacja wyglądała całkiem inaczej.

Norton Utilities 1

Jako już wtajemniczony użytkownik Apple System 7 mogłem samodzielnie przeprowadzać konserwację komputera. Było to wspaniałe zajęcie, gdy nie było wielkiej ilości zleceń, a człowiek chciał „pracowicie”, lecz w przyjemny sposób spędzić czas. Uruchamiało się wtedy komputer z dyskietki zawierającej kawałek systemu i zestaw aplikacji Norton Utilities. Drugą z możliwości było podpięcie do komputera za pomocą złącza i kabla SCSI napędu SyQuest i wetknięcie do niego dysku z systemem skopiowanym zazwyczaj „na żywca” z komputera oraz zawierającego aplikację Norton Utilities. Uruchomienie komputera z innego dysku (dyskietki) niż systemowy było konieczne, ponieważ zabiegów defragmentacji można było dokonać tylko na dysku z którego żadne pliki nie były otwarte.

Cała procedura rozpoczynała się od uruchomienia Norton Disk Doctor. Program, jak nazwa wskazuje, służył do sprawdzania dysków pod względem logicznym, wyszukiwania „Bad sectorów” i ewentualnej naprawy błędów w strukturze plików. Kontrola była konieczna przed następnym etapem czyli… defragmentacją!

Przypomnę, że dysk, jaki miałem wtedy w komputerze, miał pojemność 40 MB [!]. Dyskietki w napędach Apple SuperDrive miały pojemność 800 KB (SD) lub 1,44 MB (HD), a wymienne dyski SyQuest aż 44 MB! Komputer, jaki miałem w pracy, wyposażony był w 32-bitowy procesor Motorola 68020, niestety z magistralą danych 16-bitową, taktowany zegarem 16 MHz [!] (iPhone 6 ma procesor taktowany zegarem 1400 MHz).

Norton Utilities 2

Po trwającej kilkanaście minut procedurze sprawdzania dysku można było przystąpić do jego defragmentacji. W tym celu uruchamiałem Speed Disk (również z pakietu Nortona) i zaczynała się prawdziwa zabawa! Program po szybkim przeskanowaniu dysku barwną mozaiką (choć nie u mnie, pracowałem na monitorze czarno-białym) informował o rozlokowaniu plików na dysku. Innym kolorem (szarością) zaznaczał pliki systemowe, rozszerzenia i tablice kontrolne, inny kolor miały programy, a jeszcze inny pliki z danymi. Po włączeniu defragmentacji mogliśmy przez kilkadziesiąt minut obserwować, jak Norton mozolnie przenosił fragmenty plików, robiąc wolne miejsce, i potem układał je po kolei, grupując według rodzaju. Czyli nastawała dłuższa chwila relaksu.

Po tych zabiegach system uruchamiał się zauważalnie szybciej i komputer pracował trochę sprawniej. Niestety tylko przez jakiś czas. Zabieg po jakimś miesiącu należało powtórzyć, co dawało kolejną okazję na godzinę lub dwie pracowitego obijania się.

Może niektórych z Was zaskoczyło, że na Macintoshu używałem oprogramowania marki Norton. Tak, na Macach prawie wszystko było wcześniej, choć akurat Norton tworzył swoje oprogramowanie najpierw na „PeCety”. Ich wersja (Utilities) na komputery Apple powstała dopiero po przejęciu Nortona przez Symantec w 1990 roku (choć już w 1988 powstało Symantec Utilities for Macintosh).

Wracając do Norton Utilities. Poza Disk Doctorem i Speed Disk w pakiecie znajdowały się aplikacje jak UnErase do odtwarzania skasowanych plików, Volume Recover do ratowania dysków uszkodzonych, System Info podający informację o wydajności i parametrach sprzętu oraz systemu (coś jak Geekbench obecnie), Norton CrashGuard, który po zainstalowaniu w systemie powielał informacje z katalogu plików i umieszczał ją w różnych obszarach dysku (aby w razie awarii szybko dotworzyć strukturę dysku i odratować jak najwięcej danych). Pakiet był rozwijany od 1990 roku do 2004. Ostatnim wspieranym w pełni systemem był Mac OS X 10.3, czyli Norton nie doczekał komputerów Apple z procesorami Intela… odszedł w pokoju.

Poza możliwością legalnego obijania się w firmie co jakoś czas pakiet Norton Utilities uratował mnie kilka razy przed większymi problemami związanymi z utratą danych. W zestawie z System 7 (i późniejszymi) dostawaliśmy od Apple dyskietkę z systemową aplikacją Disk First Aid (takie współczesne Narzędzie Dyskowe), lecz nie był on tak skuteczny jak program od Symanteca. Pamiętam tylko jeden przypadek, gdy Norton Disk Doctor sobie nie poradził, a Disk First Aid odniósł sukces.

Na koniec przypomnienie… nie musicie już się martwić fragmentacją plików, ale i tak na Wasze dane czyha wiele niebezpieczeństw (nawet więcej niż dawniej), więc nie zapominajcie o robieniu kopii bezpieczeństwa i sprawdzaniu co jakiś czas struktury danych na za pomocą Narzędzia Dyskowego.

W następnym odcinku opowiem Wam o magicznym „Pliku biurka” i jego roli w biznesie Apple serwisantów.

Chciałbym bardzo podziękować za pomoc i zdjęcia ekranów Dominikowi Szmerkowi znanemu szerzej jako Macminik. Zdjęcia przedstawiają Norton Utilities 3.5 (1997 r.) na komputerze iMac G3 600 MHz z Mac OS 9.2.2 PL.