Upadek wartości czyli kto kupuje Szajsungi…

550px-Recycling_symbol2.svg
Ostatnio zastanawiałem się jak to jest, że ludzie kupują wyroby tableto i smartfono podobne od „Szajsunga” (pod tą nazwą mam na myśli produkty popełnione przez kilka firm w tym oczywiście tej co to się najbardziej z określeniem kojarzy) i to w cenach zbliżonych to produktów Apple.



Rozumiem, że nie każdego stać na wydanie 1 400 zł na tablet, a bardzo chce go mieć. Sam też kiedyś kupiłem Motorolę A920 z symbianem za 600 zł bo nie stać mnie było na porządny tel. tego typu za dwa razy więcej. Ale jak zrozumieć kupujących jakieś tam Galaxy za cenę zbliżoną do iPada czy iPhona?
Może to „owczy pęd”? Pewnie trochę tak.
Może to presja telekomów? Coś w tym jest, nienawidzą Apple za to, że odbiera im zyski.
Ale to raczej nie wszystkie powody tego zaślepienia…

Z 2-3 miesiące temu gdy po 9 latach mój odkurzacz Elektrolux wyzionął ducha kupiłem nowy, Samsunga… Parametry super, cena przyzwoita, „patenty” pozornie bardzo ułatwiające obsługę. Nawet na „socialach” pochwaliłem: „Po co Samsung robi smartfony jak mu tak fajnie AGD wychodzi”. Była to pochwała przedwczesna.
Odkurzacz działa, ssie bardzo dobrze, pojemnik i filtry się łatwo wyjmuje i myje ale… kabel wyciągać należy używając znacznej siły, wielkie „wygodne” kółka powodują, że się często ustawia bokiem i przewraca, „super patent” na mocowanie dodatkowych szczotek okazał się kiepski, bo zagięta rura wygina włosie jednej z nich, jakiś kretyn połączył włącznik z regulatorem mocy (już zaczął się zacinać), inny absolwent katedry „ergonomii inaczej” wymyślił, że fajnie jest zjednoczyć uchwyt do przenoszenia z dźwignią do wciągania kabla. Niby drobiazgi, ale wkurzają i pewnie bym je ignorował lub nie zauważył gdybym nie maił przedtem ww. Elektroluxa.

W domu mam kilka starych maczków, mi. dziesięcioletniego iBooka G3/600, osiemnastoletniego PowerMac 6100/60 i parę młodszych. Jak powiedziałem znajomej młodzieży, że te komputery jeszcze działają, a na iBooku G3 można dość swobodnie pracować z „biurotyką” to nie dowierzali. Mój biały MacBook ma już prawie 6 lat i nadal jest moim głównym (jedynym) komputerem do pracy. Pomimo, że woziłem go ze sobą wiele lat, a i teraz trafia ze mną na strychy i inne dziwne miejsca to po umyciu wygląda świeżo i działa przyzwoicie. A naoglądałem się trochę „laptoków” co to mają 2-3 lata i już im klawisz „wylata”, a luzy na zawiasach wymagają podpierania ekranu.

I wtedy mnie tknęło! Obecna młodzież i ludzie, którzy dopiero niedawno się „ucywilizowali” nie mieli szans na kontakt z porządnymi, w miarę trwałymi i przemyślanymi konstrukcjami wyposażonymi w odpowiedniej jakości system operacyjny. Oni takich drobiazgów jak „zaginanie włosia w szczotce” czy „przewracanie odkurzacza” nie zauważają bo to dla nich normalne, tak ma być i już. To, że komputer (smartfon, tablet) trzeba chronić przed wirusami to też dla nich normalne. Jak ktoś pija „tanie wina” to raczej nie doceni win z wyższej półki, a wręcz zgani za „słabą moc” i szkalne ciężkie opakowanie.
W obecnej kulturze gdzie stawia się na recykling zamiast jakość, Apple nie ma lekko. I tym bardziej powinno przypomnieć sobie o profesjonalistach i znów ich zacząć dopieszczać.
Dziś nie będzie optymistycznego akcentu na koniec. Choć zaraz… dziś mamy kulig i potańcówkę na śniegu we wsi! ;-)