Moje boje z działem Review App Store czyli kiedy nie lubię Apple [z archiwum MMM]

Mac App Store cenzuraJedną z większych zalet App Store dla typowego użytkownika jest weryfikacja dostępnych w nim aplikacji. Co prawda niektórzy narzekają na ograniczenia narzucone programistom, powodujące, że pewne typy aplikacji nie pojawią się na iOS czy tvOS, ale z czasem jest ich coraz mniej. Zdarzają się też drobne wpadki z oprogramowaniem, które nie powinno się w App Store znaleźć, ale przy tym, co dzieje się u „konkurencji”, ich ilość jest znikoma.

Z archiwum MMMArtykuł pierwotnie opublikowany w Mój Mac Magazynie 09/2015

Deweloper dostaje od Apple ścisłe wytyczne, czego mu nie wolno w programie używać, jakie konwencje przy nazwach i ikonach są zabronione oraz jak może promować program. Za przykład niech posłużą zalecenia, jakie dostają wydawcy programów na Apple TV 4: Preparing Your App Submission for the new Apple TV. Nie zawsze sprostanie tym wytycznym jest łatwe, a co gorsza, nie zawsze są one konkretne i zrozumiałe.

Świadomość, że nasz program przejdzie weryfikację nie tylko przez rożne systemy komputerowe wyszukujące w nim niedozwolonych „sztuczek” programistycznych czy zakazanych API (Interfejsów programowych), ale i ludzi, którzy będą sprawdzać, czy program działa zgodnie z opisem, nie wiesza się i spełnia wszelkie wytyczne, sprawia, że zawsze, wysyłając program do Apple, czuje się pewien dreszczyk.

Pamiętam, jak zamieszczałem swój pierwszy program. Był to dostępny do teraz darmowy QSCalcRPN. Najpierw było czekanie na wejście aplikacji w stan „Review”. Potem wyczekiwanie, czy nie będzie jakichś zastrzeżeń, następnie radość z dopuszczenia do App Store!

Pierwsze problemy…

Po raz pierwszy miałem problem z działem Review App Store Apple przy moim czwartym programie. Była to Ewidencja Przebiegu Pojazdu. Program powstał w dwóch wersjach, płatnej i darmowej (testowej z ograniczoną liczbą wpisów). Wersję darmową nazwałem EPP demo i właśnie to był błąd, bo nie doczytałem, że Apple zabrania stosowania nazw sugerujących niepełną wartościowość programu. Życzliwy dział Review zasugerował, abym usunął z opisu programu, nazwy „Demo” i zastąpił to przez „Light”. Po tych zmianach program przeszedł. Ale do teraz pamiętam swoje przerażenie, gdy zobaczyłem mail od Apple że słowem „Rejected” w temacie.

Następny bliższy kontakt z testerami App Store przytrafił się przy bajce „Słońce”. W programie trafił się błąd ortograficzny i aby jak najkrócej się wstydzić, poprosiłem Apple o pierwszeństwo w kolejce do sprawdzenia. Można to było zrobić w wyjątkowych przypadkach i chyba tylko raz do roku. Od razu dostałem do Apple reprymendę, że należy się bardziej przykładać do kontroli jakości, ale dopuszczenie nowej wersji do sklepu zajęło tylko niecałą dobę.

W obu tych przypadkach wina leżała po mojej stronie. Inaczej było następnym razem. Tu winne były raczej różnice kulturowe.

blizniaki syjamskie cenzura apple
Problem powstał przy czwartej części układanek Lu Art Puzzle (których przywrócenie do życia opisałem w czerwcowym Mój Mac Magazynie) Tu mała dygresja. Aplikacje, jak pewnie zauważyliście, mają tak jak filmy, określony minimalny wiek grupy docelowej. Deweloper jest przepytywany o to, jakie treści program pokazuje, np. czy są nawiązania do przemocy, alkoholu i innych używek lub nagości. W układance, z jaką miałem problem, użyte były zdjęcia obrazów olejnych. Na jednym z nich wydać było kobiece pośladki, a drugim biust. Wszystko namalowane w sposób „artystyczny” i nie budzące jakoś specjalnie skojarzeń erotycznych u większości Europejczyków. Przecież nie zakrywamy dzieciom oczu w muzeach, gdzie wiszą płótna Rubensa z nagimi tłuściutkimi kobietami… przynajmniej na razie. W Apple mieli jednak inne zdanie. Postawili ultimatum, że albo podniosę minimalny wiek użytkowników do 17 lat, albo mam usunąć te obrazy. Znalazłem trzecie wyjście. Ocenzurowałem je, dorysowując biustonosz i slipki! Po tej korekcie cenzorzy z Apple nie mieli już zastrzeżeń…
google cenzura apple
Po tej akcji (w 2010 roku) znów nastał długi okres spokoju. Kolejny problem pojawił się na początku tego roku, gdy chciałem podzielić się swoimi spostrzeżeniami na temat wydajności procesorów Intel i ARM. Niestety, ktoś w Apple uznał, że mój program do testowania: 1. nie wnosi nic szczególnie ciekawego, 2. przesyła dane użytkowników bez ich wiedzy, co było totalną nieprawdą, bo nie komunikował się w żaden sposób z serwerami. Wyświetlał jedynie informacje o wyniku testu. Ponieważ nie był to jakiś szczególnie wartościowy projekt, po prostu „odpuściłem” i nie trafił on do sklepu, ale to już był znak, że jakość obsługi działu Review spada.

Wiosną spotkała mnie inna przygoda przy umieszczaniu programu w App Store. Był to program do sterowania oświetleniem w ogromnych żyrandolach robionych na zamówienie do odległych hoteli. Cenzorzy zażyczyli sobie filmu z działania aplikacji. Ponieważ prototyp był daleko, pokazałem, jak program wysyła dane do konsoli oraz mrugające diodki. Oto ten film. To na szczęście wystarczyło i jakiś szejk w Dubaju może sterować światłem za pomocą swojego być może nabijanego diamentami iPhone’a.

Te drobne potknięcia z weryfikacją programów to jednak była tylko drobnostka przy tym, jak sponiewierał mnie zespół Review App Store, gdy zamieszczałem mój pierwszy program na tvOS. Jest nim dostępny w pakiecie z aplikacją na iOS Radio on TV. Wysłałem go do Apple raczej spokojny o akceptację. Jednak bardzo zaskoczyła mnie prośba o podanie „konta demo”, rzekomo potrzebnego do weryfikacji działania programu. Długo się zastanawiałem, o co im może chodzić. Na wszelki wypadek podałem przykładowy link do strumienia audio Radia Wrocław, aby mogli przetestować dodawanie stacji radiowych. Niestety, w nocy przyszła wiadomość, że i program i jego opis zostały odrzucone. Nie spodobała się jego pierwotna nazwa aTVRadio i to niestety był mój błąd, bo Apple zastrzegł, aby skrótu ATV nie używać, co przegapiłem. Sam program ponoć nie wyświetlał stacji radiowych i przez to był wg testerów z App Store nieprzydatny. To już była przesada… przecież był dobrze przetestowany. Szybko zmieniłem nazwę aplikacji, sprawdziłem i wysłałem jeszcze raz. I znów problem! Ponoć nadal używałem zastrzeżonych nazw. Gdy próbowałem zapytać, gdzie takowe się znajdują, w odpowiedzi zostałem poproszony o podanie numeru telefonu, pod jakim ktoś z Apple będzie mógł się ze mną skontaktować. Już nazajutrz mój iPhone wyświetlił numer z jedynką na początku. Na moją prośbę do człowieka z Apple o wskazanie, gdzie w moim programie znajdują się nadal zakazane treści, stwierdził, że teraz wszystko jest ok i program przejdzie weryfikację. Interesujące, bo nic nie zmieniałem. I tak oto moje [Radio on TV](http://www.qsap.eu/radiotv/) pojawiło się w sklepie w dniu premiery Apple TV. Program doczekał się szybkiej aktualizacji, z którą już nie było problemu, ale z kolejną miałem pecha, bo trafiłem kolejny raz na niedokształconych „cenzorów”. Ponoć znów w moim programie nie wyświetlają się stacje radiowe. Gdy zobaczyłem nadesłane przez dział Review zdjęcia z ekranu zrozumiałem, że testowany był on w zamkniętym środowisku, które nie ma dostępu do publicznych serwerów CloudKit Apple’a, więc program nie miał jak pobrać danych stacji! Wycofałem aktualizację i wysłałem nowszą wersję, nad którą już ukończyłem pracę, z uwagami dotyczącymi dostępności CloudKit i linkiem do filmu, jak się z programem obchodzić. Czy to pomoże, dowiecie się, zaglądając na mój profil tweeterowy lub stronę programu Radio on TV bo nadal czeka on na Review (pomogło [przyp. aut.] ;-)

 


blog comments powered by Disqus