Jest mi smutno, ale jestem spkojny o Apple

Tim Cook i Steve Jobs
Od kilku dni co jakoś czas robię się smutny. Zwłaszcza jak zajrzę do Internetu lub przypomnę sobie, że już nawet nie mogę marzyć o osobistym spotkaniu z Jobsem (a zdarzało mi się). Pozostaje mi się cieszyć, że poznałem osobę, która spotykała Jobsa w pracy i powiedziała mi kilka zdań o tym jak to jest pracować w tym samym budynku i firmie co Jobs. Trochę weselej mi się robi gdy sięgam po iPhona lub iPada aby odkryć kolejne zalety iOS5.



Teraz dopiero można sobie uświadomić ile wysiłku musiało go kosztować pojawianie się na prezentacjach w tym roku. Jeszcze w czerwcu z typowym dla siebie entuzjazmem i charyzmą opowiadał nam i iCloud i 10.7, a już 3 miesiące później odszedł.
Inaczej trzeba też spojrzeć na prezentację iPhone 4S. Wielu pismaków skromną oprawę (niewielka sala w siedzibie Apple, brak energii w wystąpieniu Tima Cook'a itp.) wiązało z małą rangą wydarzenia. Zarząd Apple dobrze wiedział, że podczas tej prezentacji Jobs będzie na łożu śmierci. Jak tu się cieszyć i tryskać energią jak wie się, że przyjaciel umiera? To krzesło w pierwszym rzędzie, tak często pokazywane z napisem „rezerwacja”

316899_256666841045215_1692439805_n

Śmierć Jobsa w dzień po pierwszej prezentacji prowadzonej przez jego następce jako CEO, po przedstawieniu kolejnego kluczowego produktu też zdaje się być symboliczna…


Tak, jest mi smutno ale nie mam obaw o przyszłość Apple.

Gdy zacząłem używać komputerów Apple (najpierw w pracy, w domu miałem Amigi) Jobsa w Apple nie było już 6 lat i nikt o jego powrocie nie myślał. W Polsce bardziej dyskutowało się o Woźniaku jako założycielowi Apple niż o Jobsie. Wtedy komputery Apple w Polsce były prawie tak rzadkim zjawiskiem jak upadek meteoru na czyimś ogródku działkowym.
Gdy wszedłem do firmy, w której się zatrudniłem jako „składacz” pieczątek i wizytówek, i zobaczyłem pudełka wielkości kartonów do pizzy, a na nich idealnie dopasowane postawą monitory, myszki z jednym przyciskiem (moja od Amigi maiła dwa) i małe klawiatury oraz dziwne „stacje dyskietek” na kartrydże o oszałamiającej pojemności 44MB (w komputerach HD 40MB było już luksusem). Szczęka mi opadła… Jak dowiedziałem się, że te cienkie kabelki wetknięte w te „pudełka po pizzy” to Apple Talk i mogę przeszukiwać dysk podpięty do komputera kolegi np. aby znaleźć wzór wizytówki i, jak potknę się o kabel ale szybko wetknę go z powrotem to nic się nie stanie… to poczułem się jak w NASA (to był 1991r.). Powiedziano mi, abym pliki z wizytówkami opisywał nazwą firmy i nazwiskiem bo mam do dyspozycji 31 znaków (a PC maiły 8+3 jeszcze przez kilka lat). Stwierdziłem, że w Amidze mam lepiej, bo mogę użyć 254 znaków ;-) Tak czy siak już wtedy wiedziałem, że jak z Commodore stanie się coś złego (a miałem takie przeczucia) to mam alternatywę. No i w 1994 roku Commodore ogłosił bankructwo dokładnie w moje urodziny.
Już wcześniej wielokrotnie jeździłem do SAD'u na szkolenia dla reselerów Apple i byłem na bieżąco z nowymi produktami (pracowałem już jako sprzedawca komputerów). Apple produkował wtedy wszystko! Komputery, drukarki, skanery, modemy, aparaty cyfrowe, serwery i iPada ups… Newtona. Wtedy też nadarzyła się okazja i kupiłem „za gorsze” czyli za miesięczną pensję mojego pierwszego Mac'a. Był to Mac SE HD z dyskiem 10MB i 4MB pamięci RAM, oczywiści używany. Zaraz potem Apple (jakoś w połowie 1994 roku) wypuścił Macintosha LC 630. Ten komputer był już szybszy od mojej najbardziej tuningowanej Amigi. Sprzedałem całą stajnię Amig i wystarczyło mi właśnie na zakup ww. LC 630 z przejściówką do monitora VGA.
Apple potrafiło robić wtedy naprawdę wspaniałe komputery, ale robiło zdecydowanie zbyt wiele modeli. Były lata, gdzie w książeczce dla reselerów opisanych było 30 różnych modeli komputerów! Maczki z PowerPC, Maczki z Motorolą, Maczki z Motorolą i kartą PowerPC, Maczki z kartą emulatora PC z intelem, Maczki z kartą telewizyjną, Maczki z kartą edycji wideo. Do tego bałagan w nazwach, ten sam z pozoru model raz nazywał się LC630 raz Quadra 630, a jeżeli była jakaś różnica to np. brak lub obecność koprocesora matematycznego.
Jobs zrobił z tym porządek… Apple poza kłopotami finansowymi w tym okresie rozpaczliwie poszukiwał następcy swojego systemu operacyjnego. Mac OS był przestarzały, nie mail ochrony pamięci, wielozadaniowość była udawana. Jeden zawieszony program zazwyczaj zawieszał cały system. Własnymi środkami wiele nie zrobili (słynny Copland). Kupili podstawy nowego OS wraz z swoim założycielem (firma Jobsa - NeXT i system NaXT Step). Tak to się piecze kilka pieczeni na jednym ogniu.

Od 1997 roku współpracownicy Jobsa w Apple przez niego wybierani, na pewno zdołali nasiąknąć przynajmniej częścią jego talentów. Jobs również świadomy swojej choroby przygotowywał Apple na czasy po nim. Mogę się założyć, że w sejfie Tima jest cały pakiet pomysłów na wszelki wypadek na kilak lat. Z pewnością trwają również prace nad wieloma projektami, które rozpoczął Jobs a o których nie mamy jeszcze bladego pojęcia. Oczywiście nie liczę tylko „zapasy”, bo te zawsze się kiedyś kończą. Wielu usiłuje naśladować Jobsa, ale mało kto znał go osobiście i spędzał z nim wiele godzin, a właśnie takich ludzi w Apple jest ciągle sporo.

Jest mi smutno, ale o losy Apple jestem spokojny, a ja mam nosa. Bankructwo Commodora i kłopoty z Amigą wyczuwałem na kilak lat przed pierwszymi wiadomościami o problemach tej firmy… ;-)