Teraz to już jest początek końca ery Jobsa...

Steve Jobs

Stało się to na co byliśmy przygotowywani od dłuższego czasu.




Wczoraj wieczorem Steve Jobs wysłał wiadomość do zarządu Apple, że rezygnuje w trybie natychmiastowym z piastowania funkcji CEO zostawiając firmę w dobrych rękach Tim Cook'a.
Jobs zadeklarował, że nadal chce służyć firmie (jeżeli zarząd uzna to za stosowne) jako prezes zarządu, doradca i pracownik. Zresztą już został powołany na stanowisko: „Chairman of the Board”.

Poznałem Apple jako firmę bez Jobsa i właśnie wtedy związałem się z jej produktami (bankructwo Commodore przypieczętowało związek), obserwowałem jak podupadającą (choć tuż przed powrotem Jobsa wchodzącą na dobrą ścieżkę) firmę, Jobs wykreował na najpotężniejszą korporację Świata (no pewnie jeszcze do wczoraj). I z jego odejściem (jako CEO) trzeba się pogodzić, wszystko kiedyś się kończy. Oby rezygnacja z funkcji CEO „Stefana” nie była spowodowane nagłym pogorszeniem stanu zdrowia, a jedynie stanowiło element przygotowanego wcześniej planu.

Czas otrzeć łzę i się zastanowić co będzie dalej? Jak duży był rzeczywisty wpływ Jobsa na kierunek rozwoju Apple? Czy tak potężny jak nam się wydawało (jak na wpojono)? Zobaczymy.
Ale czuję, że czeka nas bardzo interesująca jesień. Apple musi mieć coś przygotowane w zanadrzu, co pokaże, że bez Jobsa dają radę. I to będzie jakaś niespodzianka, może kilka. Nie skończy się na super iPhone 5 i taniuchnym iPhone 4e Może plotki o jakimś całkiem nowym komputerze (czytaj nie iPadzie ani iPhone) od Apple się potwierdzą? Czymś muszą „zaszokować” aby posiadacze akcji Apple zbytnio nie zbiednieli.

Pozostający dobrej myśli,
Wasz Mac Wyznawca.

PS. Wiedziałem, że ta potężna burza jaka wczoraj przeszła nad Osolinem (można było przy błyskawicach książkę czytać) coś znaczy...