Windows 8: Pierwsze bliskie spotkanie…

Windows 8

Niedawno z okazji prima aprilisu żartowałem sobie z mojej rzekomej przesiadki na Windows 8. Wczoraj przekonałem się, że to buł głupi żart…



Właśnie wczoraj „znajomy, znajomego” poprosił mnie abym uruchomił mu router neostrady, „komputer” i drukarkę. Oczywiście uprzedziłem go, że podchodzę do Windowsa (bo oczywiście taki system przybył z tym komputerem) jak pies do jeża no ale nie maił wyjścia, a ja chciałem zobaczyć jak ten Windows 8 wygląda z bliska.

Neostradę odpaliłem w 7 min. i przyszedł czas na komputer. Był to jakiś 16-17" notebook Lenovo za trochę ponad 3000 zł (czyli drogi jak stwierdził jego posiadacz). Komputer nawet nie był taki straszny. Czarny, w większości z aluminium zrobiony, jak na PeCeta dość mało mrugających lampek na wierzchu (ale były na przedniej krawędzi choć już nie tak widoczne).
Windowsa 8 był preinstalowany na dysku (to już normalka). Po włączeniu byłem mile zaskoczony. Na początek komputer (system) poprosił o wybranie zestawu kolorów i nazwy dla komputera. Potem w prosty sposób przeprowadził przez rejestrację i zakładanie konta oraz maila (znajomy nie miał). Potem też było dość fajnie. Niektóre kafelki mrugały informacjami i inne nie. Udało się uruchomić przeglądarkę i choć wszystko w niej było odwrotnie to dało się wejść na stronę. Gorzej było z powrotem do kafelkowego menu. Komputer dziwnie reagował na wjazd kursorem w rogi ekranu, czasem pokazywał menu czasem nie, a jak już pokazał to nie zawsze udawało się w nie wejść zanim się schowało. No ale (myślałem sobie) to kwestia przyzwyczajeń i treningu.
Drażniła nas również źle ustawiona godzina (strefa czasowa i data była OK, dziwne że sam sobie zegara nie ustawił miał dostęp do internetu, przecież). Postanowiłem poszukać ustawień zegara… znalazłem! Nawet można było zmienić strefę czasową i automatyczną zmianę czasu ale godziny i minuty nijak nie dało się przestawić. Masakra!
Następnie znajomy poprosił o „włączenie” Skype. Myślę sobie: pikuś! Przecież jest kafelek. Klikam w niego, a tu zonk! Nie działa, nie potrafi się z czymś-tam połączyć. Myślę sobie, może to tylko podpucha i trzeba go dopiero ściągnąć. Wchodzę w „sklep” i tam pojawiły się 22 programy do aktualizacji (w tym Skype). Zaznaczyłem tylko Skype, zaktualizował się i uruchomił. Już wtedy zauważyłem, że czasem kursor myszy (w tym przypadku gładzika) przestawał się poruszać. Czasem pomagała zmiana palca. Skypa jakoś udało się skonfigurować choć wyglądał na tych kaflach jak na Samsungowym androidzie i ciężko było odnaleźć ustawienia czy wyszukiwarkę kontaktów, ale się udało.
Teraz przyszła kolej na drukarkę. To taki kombajn Brother'a. Uruchomienie (jako kopiarki) poszło gładko. Na dołączonej płycie były sterowniki do Mac OS i Windows 7. Wsadziłem płytę do napędu DVD (taka wysuwana tacka jak w iBookach z 2002 roku) i zacząłem się zastanawiać gdzie mi się ta płyta objawi. Otóż nigdzie… Ale znalazłem kafelek inny niż wszystkie! W lewym dolnym rogu. Puknięcie w niego upodobniło Windowsa to takich co to już kiedyś je widziałem. Jeszcze jakimś cudem na dolnej belce znalazłem ikonkę „mój komputer”. Wyglądała jak drukarka… Odpaliłem instalera, wybrałem co trzeba, coś poinstalował, wywalił komunikat o jakiś złych parametrach. Ale dało się go sklikać i dokończyć instalację. Niestety drukarka nie pojawiła się w opcjach wydruku. Tak samo skaner wbudowany w drukarkę (już podłączony do sieci WiFi) nie przesłał skanu do komputera. Cóż robić, trzeba poszukać „lepszych” sterowników. Takowe do Windows 8 znalazły się na stornie producenta drukarki. Jeden plik 138MB zaciągnął się, zainstalował i o dziwo zadziałał.
No to w zasadzie odniosłem sukces… Niestety zachciało mi się pobawić systemem. Co prawda go nie popsułem, ale popsułem sobie jeszcze bardziej zdanie na jego temat. Jak wcześniej kursor się zamrażał (nawet na dłużej). Nie potrafiłem poradzić sobie z przełączaniem miedzy aplikacjami i wywoływaniem menu. Niby zasada prosta (róg ekranu i przy krawędzi w dół) tak mi się wydawało przynajmniej, ale raz to działało, a raz nie. Nadal nie udało się też ustawić zegara… Ale ponieważ Skype działał, drukarka też i dawało przeglądać się internet to dopiłem piwo i grzecznie pożegnałem się z właścicielem komputera.
Nie zazdroszczę użytkownikom tego systemu… a Wy?